niedziela, 31 maja 2020

Pudełko Pandory/ Pandora`s box

czyli miniatura o chaosie.
or miniature about chaos.
*malarstwo olejne na płycie, 20,5 x 40,5 cm
* oil painting on mdf board, 8 x 16 in (20,5 x 44,5 cm)

Mam na imię Chaos i dużo śnię. Raz śniłam o niekończącym się świtozmierzchu, płonących gargantuicznych fabrykach, których łuny mieszały się z zachodząco-wschodzącym słońcem, wyciekał z nich życiodajny strumień, tam gdzie wylewał pojawiały się ptaki i roślinność. Stałam na wysuszonej, spylonej ziemi, w tle wznosił się, chybotał, wahał migotliwie jak płomień świecy wirujący słup kurzu, gruzu, kamieni, szarego wyschniętego na proszek pola, im bliżej, tym wyraźniej rysowała się w nim bezczasowa i bezimienna twarz, kryształ wody dotarł już do moich stóp. -Jak masz na imię? -Astaroth. Odpowiedział mi słup wznoszącego się pyłu. - Jestem posłańcem Żywego.

Moje imię to Chaos, jestem owocem nieszczęścia, noszę w sobie zwierzęta, cygańskie sukienki i wiele historii, których nigdy nie usłyszycie, no i żyłam już trochę wiosen. W matematyce chaos to "niestabilność rozwiązań równań ze względu na warunki początkowe", moje "warunki początkowe" były zdecydowanie niestabilne  tak więc to, co nastąpiło później, to był bardzo przewidywalny proces radioaktywnego rozpadu, ale na to jeszcze przyjdzie czas, teraz musicie mnie poznać lepiej.

Na imię mi Chaos, mam całkiem ładne ciało ( chociaż trochę małą pupę) i wygłodniałą duszę i umarłam po to, żeby przynieść Wam miłość. Gdy miałam 10 lat, wyśniłam sobie, że będę jej posłańcem, ale najpierw musiałam umrzeć. Są różne śmierci, czasem łagodne i samotne jak Śmierć mojego starego psa, który w dniu swojego umierania powędrował ode mnie tak daleko, jak tylko był w stanie, czasem pełne zaufania i samotne, jak ta mojego drugiego, młodego psa, którego w dniu swojego umierania mój ojciec wywiózł ode mnie tak daleko, jak tylko chciał, czasem znienacka, jak tego gościa spod piątki, co wyszedł po papierosy i wyrżnął czołem w krawężnik, a czasem okrutne i niełaskawe, jak tej Rosjanki na uroczysku, o której szczegółach Wam nie opowiem, bo znajdziecie je w każdej z ogólnopolskich gazet z tamtego okresu. Moja śmierć była nie na miejscu i była długim, powolnym konaniem i mimo, że zgoła innego gatunku, to powiem Wam,  że gdybym wiedziała jaką przyjdzie mi zapłacić za niesienie Miłości cenę, nigdy bym się na to, żeby się urodzić, nie zdobyła. Ale jestem i na imię mi Chaos, mam niewiele wiosen i właśnie daję swoją pierwszą miłość, potwornie boli, ale on mówi, że jestem jego Pazyfae, wracam do domu z płaczem i przez kolejny tydzień gorączkowo wertuję kolejne numery Bravo w nadziei, że tak się nie zachodzi w ciążę, przecież wciąż jestem dziewicą. Ma piękne imię, odmawiam je do poduszki jak różaniec, lubię ból, który pozostaje we mnie po naszych mistycznych połączeniach jak je nazywa, codziennie dotykam się w posiniaczone uda i modlę się do jego imienia, jestem Chaos i sieję Miłość, a to moja pierwsza miłosna  stacja.

 Jestem Chaos i przynoszę Wam miłość, mam sporo wiosen, stoję na wypalonej ziemi, gorączkowo szukając zgubionego imienia, pamiętam je dobrze, szkopuł w tym, że widzę je wszędzie. Krystalicznie czysta woda podpływa pod moje stopy.

Jestem Chaos i składam się z miłości, dałam jej trochę pewnemu przystojnemu chłopcu, był dobry i po raz pierwszy ktoś dał mi coś w zamian, codziennie zanosił za mnie gniew i pogardę w miejsce, w którym kiedyś umarłam, a na imię mu było Łaska, czytaliśmy w łóżku Cortazara i Hessego paląc mentolowe papierosy, marzyłam, że jest moim Millerem, ale w końcu poszedł dalej, a ja zostałam na tej jałowej ziemi w najbardziej okrutnym miesiącu kwietniu.

Na imię mi Chaos i zgubiłam Twoje imię. Jestem trochę jak stuknięta Aniela, która chodzi z kwiatami we włosach, nosi mocną czerwoną szminkę i cała jest jedną, znoszoną, hiszpańską falbanką. Jej córka wyszła z domu, gdy miała 14 lat, dzień po znalezieniu ciała Rosjanki. Jej córka zgubiła cały dom, a Aniela zgubiła córkę, a ja tylko twoje imię, chociaż je przecież dobrze znam. A mimo to, jestem cała jedną, znoszoną Miłością, i teraz już nie wiem, co tak naprawdę przynoszę. Jedno jest pewne: na imię mi Chaos i pamiętam, że kiedyś umarłam.

piątek, 22 maja 2020

Prządki/ Spinners

Niosące Świtanie/ Bringers of the Dawn


* malarstwo olejne na płycie, 38cm x 55 cm
*oil painting on mdf board, 15 x 21.6 in (38 x 55 cm)