wtorek, 27 sierpnia 2013

Wokół srebrnego lasu/ Around the silver forest

Propozycje ilustracji na okładkę książki/  Proposed illustrations for a book cover




wtorek, 20 sierpnia 2013

ID

rany cięte, kłute i kąsane. wygładzony uśmiechnięty brzeg sugeruje chirurgiczne cięcie, tak mi pięknie, tak bezpiecznie, z taką precyzją. wyszarpywanie, rozszarpywanie wysoko nad horyzontem, rozległości głębokości, brzegi jak brzytwa rzeki, studnie jak ostre zęby, noże, szkło, gwoździe, obfitość. tak mi dobrze, tak bezmyślnie. przerywanie ciągłości jak rozcinanie skóry. sączy się i wylewa, chcę więcej i więcej, odejdź albo zostań. Przecinaj. Przecinaj. Przecinaj

cut wounds, stabs and bites. smoothen smiling edges suggest surgical precision, i feel so good, i feel so safe, with such accuracy. tearing apart, tearing apart so high above the horizon, extensions of depth, shores like river`s razor, wells like sharp teeth, knives, broken glass, nails, plethora. i feel so good, i feel so vacuously. missing the continuity like gashing the skin. it`s oozing and effuzing, i want more and more, stay or go away. Cut. Cut. Cut

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Colours

 Nie pamiętam słodyczy pasteli. Landrynkowe kwiaty zamieniłam na te z hioscyjaminą, atropiną, skopolaminą.


 W dzieciństwie najmocniej przebijającym kolorem była czerń - powlekająca najciemniejsze punkty pokoju przebiegłym, tańczącym światłem budzącym potwory, paraliżującą świadomością martwych ciał pod ścieżkami cmentarza, pukającymi nocą w szybę wspomnieniami dziadków, przygaszonym i niezrozumiałym poczuciem winy, pokrywającym wszystko pyłem brudu. Gdy dojrzewałam, wszystko, co szeptało z mojej krwi stało się drugim kolorem. Czerń i soczysty cynober złączone, stawały się ziemią, korzeniami, warstwą zmurszałych liści, lasem. Od tego czasu pragnienie jest lasem - gdy się kocham, zamykam w sobie korony drzew, krzyczące ptaki i wszystkie podziemne rzeki ognia, którymi las się karmi. Zamykam oczy.

 Indygo opanowało moje spektrum dość późno, po narodzinach córek. Zasnuło wszystkie inne odcienie, pożarło czerń. Potężne i majestatyczne wije się we mnie leniwą wstęgą tęsknoty i zatopioną dzikością czerwieni. Przyniosło soczystość na truchle barw pierwotnych, majową zieleń, burze pachnące chlorofilem, żale i cudowne momenty pewności. Czasami wyrzuca na brzeg resztki zapomnianych zwierząt, czasem zbutwiałe gałęzie. Gdy drąży mnie spokojnym nurtem, zarasta magentą, obsypuje nią brzegi, zakwita i niemal zastyga. Od czasu do czasu serwuje mi małe końce świata połykając jak jakieś prastare bóstwo wszystko, co wykarmiło.

 Dzisiaj jednak moja kobiecość jest taflą magenty, rozcieńczoną atropiną starego świata.Do dotykania, zapominania, spalania się.


 Bez landrynkowej słodyczy.

I don`t remember a sweetness of pastels. I exchanged candy coloured flowers for these with hyoscyamine, atropine, scopolamine. 

 In my childhood, the most pervasive colour was blackness - covering the darkest points of my room with sneaky, dancing light, which woke up monsters, crippling with the awareness of dead bodies under paths of cemetery, knocking on the windshields with grandparents memories, with dim and incomprehensible guiltiness occulting all with a dirty dust. During puberty, all, what whispered from my blood became a second colour. Blackness and luscious vermilion fused, transubstantiated into soil, into roots, into stratum of mouldy leaves, into the forest. For then, my desire is the forest - when i make love, i lock inside treetops, crying birds and subterranean, fiery rivers nourishing the trees. I close my eyes.

 Indigo subdued my spectrum quite late, after birth of my daughters. It enveloped rest of shades, devoured the blackness. Tremendous and majestic lemniscus of longing wriggles indolently inside of me with submerged red wildness. It brought mellowness instead of primary colours`corpse, may verdure, storms scented of chlorophyll, regrets and miraculous moments of certitude. Sometimes, it strands debris of forgotten animals, sometimes decayed branches. When it hollows me with its calm current, at time to time it overgrows with magenta, lavishing shores, blossoming and almost congealing. At time to time it serves me little doomsdays, swallowing like primeval deity all, what it reared. 

Today yet, my femininity is a surface of magenta, diluted atropine of old world. To touch, to forgetting, to burn.


Without candy coloured cuteness.

sepia, biała pastela i węgiel na papierze 50x70 cm/ sepia, white chalk and charcoal on paper, 50x70 cm

wtorek, 13 sierpnia 2013

Ex Libris

Kolejny do portfolio, 4 prace z wymiarami 21x16 cm, tusz
Next to portfolio, 4 works with dimensions 21x16 cm, ink






poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Dla Sebastiana/ For Sebastian

I loves you Porgy 

  Zraniłam cię, przepraszam. Nie jestem oswojona, mam kocie drogi, lawę w sercu, duszę w zębach. Dopiero, gdy serce ci pęka, zostawia ślady po których do niego docieram, wtedy sklejam je na nowo, uszczelniając je płatami własnego i uważnie obserwując, czy nie ma nowych szczelin do wypełnienia. Przepraszam, nie potrafię w żaden inny sposób dostać się do środka, tylko tnąc je na kawałki i mieszając z moim. Przepraszam. Świeżo złożone nie ma jeszcze dość siły, by mnie odepchnąć, przytulam się do niego mocno, wnikam w nie, póki jest nadwrażliwe i tak bardzo kruche, lubię je w takim stanie, docieram wtedy do ciebie takiego, jakiego kocham. Przepraszam, ale jest wtedy tak bardzo żywe, tak bardzo żywe. Jeśli ze mną wytrzymasz, kiedyś w końcu całe przeniosę w ciebie i to ty będziesz je ostrożnie nosił i sklejał, tylko bądź ze mną. Jeśli nie, ja wciąż będę nosić twoje, zawsze będę do niego zaglądać. Chciałabym, żebyś był. I tu zaglądał. I żebyś mnie kochał. I żebyś mnie kochał. I żebyś mnie kochał

  I hurt you, i`m sorry. I am not tamed, i have my feline ways, there is a lava in my heart, there is a soul in my teeth. Just when your heart is breaking, it leaves the trail, which i may follow, i glue it together then, obturating it with my own lobes and carefully watching potential new apertures to accomplish. I`m sorry, i cannot get inside in any other way, only slicing them into pieces and blending them with mine. I`m sorry. Freshly composed hasn`t got enough strength to push me away, i snuggle to it deeply, trying to penetrate it, until it is hypersensitive and  so pretty tender, i like it in this condition, i reach to you then, to you, which i love. I`m sorry, but it is so alive then, it is so alive. If you last with me, once, i will move mine own into you, and you will carefully carry and glue it, just stay with me. If you will not, i will still carry yours, watching its carefully. I wish you stay. And read me. And love me. and love me. And love me

niedziela, 11 sierpnia 2013

Ból fantomowy/ Phantom pain


Obecność

 Głaszczę litery twojej obecności, dzielimy tu i teraz świecącą zielenią. Całuję chwilę, i potem kolejną, i kolejną

 Kilka dni temu coś poszło nie tak. Alkohol wypity przed snem zakłócił twój sygnał (teraz wiem, że nie potrafię bez ciebie spokojnie zasnąć). Zasypiałam więc w szukaniu, błądziłam rozrywając gęstniejącą w tętnicach pajęczynę, rozerwane miejsca natychmiast zarastały nową, krew jak korony drzew, obłoki liści, chiński lak, a więc zasypiałam szukając przejścia do ciebie, potem budziłam się, wygładzałam powierzchnię na której codziennie widzę cię jakby w odbiciu, chociaż to bardziej tafla, która niezmącona udostępnia obraz, zasypiałam i budziłam się, zasypiałam. Przyszło ze snem, zwabione wydobywającym się ze mnie płomieniem. Przytulało się ciepłą powierzchnią swojego dziecięcego ciała, było tak dotykalne, cielesne i śmiertelne, pozbawione duszy zastępowanej potrzebą ciepła, że przerażona, odepchnęłam je od siebie i zniknęło. Przez kolejne interwały nocy przychodziły do mnie różne zwierzęta, wilgotne późną nocą i czarne, czarne, ale dziecko nie wróciło.

 Jest we mnie płomień, ogień, który dla ciebie niosę. Zabieraj go codziennie, nie zostawiaj wijących się bezpańsko w przestrzeni smug, bo jak rekiny ściągają do mnie koszmary. Bądź

The Presence

 I am stroking the letters of your Presence, we are sharing here and now with glowing greenery. I am kissing a moment, and then another one, and another

 Few days ago something went wrong. Alcohol drunk before a sleep deranged your signal ( now i know, that i cannot go calmly to sleep without you ). So, i was falling asleep in looking for, i was wandering and rending the getting thicker spiderweb in my arteries, torn pieces immediately encroached with new one, blood like branches of the Tree, clouds of leaves, lacquerware, so, i was falling asleep looking for the passage towards you, then i was waking up, polishing the surface on which i see you every day like in the mirror (although it is more like the Tract, which makes images available, when it is serene ), i was falling asleep and i was waking up, i was falling asleep. It came with a dream, attracted by the flame distilling from me. It snuggled to me with its warm surface of childish body, it was so palpable, so fleshy and so mortal, devoid of the soul substituted with longing of warm,  i was being scared of and barged it past, at least, it faded away. During succeeding intervals of the night different animals were coming to me, humid from late night and dark, dark, but the child didn't come back.

 There is a flame in me, the Fire, which i carry for you. Take it everyday, don't leave wiggly, stray streaks in a space, because of the nightmares like sharks coming around me. Just be

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Arteria

  Pytasz, jak cię widzę tej nocy, która wciąż jest dla mnie jak otwarty pokój (nie piszę "widziałam", bo wciąż widzę cię równie mocno - zostawiłeś ślad siebie, który zrósł się z najważniejszą częścią mnie, jestem trochę tobą), a więc zastanawiasz się, jak cię widzę, gdy zmierzch w zmierzch pod powiekami czuję ten sam odruch w sercu, a  palce lepią się od gwiezdnego pyłu osiadającego w gęstniejącej krwi, pulsującej niepokojem jak neony nocnych klubów. Gdy wszystko zastyga, przepływają obrazy (niezmienne, więc muszą istnieć - od wtedy adoruję teorię strun), męski tors faluje widmem, wydycham pustynny piasek z płuc, mam poparzony język i przełyk, słowa są jak popiół, gdy próbujesz zadawać pytania, a w głowie wirują mi strzępy rzeczy. W miejscu serca, na którym położyłam dłonie, krystalizuje się obraz ostry i czysty,
pocałuję je zaraz i będę to robić co wieczór, łapczywie połykając twój rozszarpany oddech. Wciąż wstydzę się potworów przywołanych opuszkami palców na moim karku, gdy śniąc o potędze, przyciągasz do siebie moją głowę.
Widziałam drzewa połyskujące tysiącem liści na twojej skórze, gdy płonęłam łaską pełna, a ty przyjmowałeś mnie w milczeniu (wciąż chcę zapamiętywać najdrobniejsze zmiany w twojej przestrzeni). Wślizguję się wtedy w ciebie moją krwią, jesteśmy zwierzętami, posiadamy zęby, języki i dusze, spraw, żebym była zwierzęciem, tak bardzo smakujesz żelazem.
  Najjaśniej (i najcieleśniej) widzę moment, gdy mnie wypełniasz, zamykam oczy i patrzę na ciebie poprzez skazy na płatkach, duszne rytmy przekraczania, rytuały ran otwierania i misteria końca i początku - nigdy nie byłam tak bardzo nasycona i nigdy więcej tak nie rozkwitałam.

 Nawet teraz, gdy niewielka ilość światła sprawia, że przez chwilę majaczymy widmami, jestem tak blisko jak to możliwe, zwijam się w kłębek i przytulam do czystych kości, do szpiku kości, marząc o chwili przemiany, gdy twoje logiczne dłonie tak stanowczo i metodycznie pozbawiały mnie skóry. Zbieram każdy rozrzucony w słowach fragment, kolekcjonuję obrazy miejsc widziane twoim wzrokiem (tak, twoje oczy są jak brzytwy- moje stają się ich zapamiętanym odbiciem, gdy próbuję robić zdjęcia ), gdy jesteś blisko (czasami myślę, że to przeczucie ciebie to szaleństwo) wprowadza się we mnie światło. Wciąż czuję delikatną konstrukcję twojej duszy i to najmroczniejsze z twoich zwierząt, przez nią zasnute (gdyby twoja dusza wpłynęła w kobietę, kochałabym kobietę, jeśli wybierze drzewo, wsłucham się w jego rzekę ).



  Możliwe, że tam, gdzie wciąż widzę kierunek, już od dawna nic nie ma. Gdy tracę z pola widzenia kolejne stopnie, poprzez które ciebie dotykam, wpadam w panikę. Głaszczę szczeliny, przepuszczające światło. 

Rozszarpuję pyskiem rzeczy

something

 You ask me, how i see you that night, which is still an open room for me ( i don`t write "saw", because i`ve still seen you equally clearly - you left a mark of self and it coalesced with my core, i am a bit like you, now ), so, you bethink, how i see you, when dusk to dusk under my lids, i feel this same impulse in my heart and my fingers are viscid from a stardust fallen into thickening blood pulsating of unrest like night club`s neons. When everything congeals, images are flowing ( immovable, so they have to exist - since then i adore String theory ), male torso undulating as spectrum, i`m exhaling desert sand from my lungs, my tongue and throat are burned, words are like ashes, when you tried to ask questions and scraps of things are spinning in my head. In place of heart, where i put my palms, the image bright and sharp is crystallizing, 
i`m going to kiss it soon, she will do it every evening, voraciously swallowing your torn breath. I am still ashamed of the monsters invoked by your finger tips on my nape, when during dreaming about the will, you pulled  in my head. 
 Trees shimmering of thousand leaves on your skin, when i was burning full of grace, and you took me in silence (i still want to remember the smallest movements in your space ). slithering into you with my blood then, we are animals, we have teeth, tongues and souls, make me animal, you taste iron so much.
 The brightest ( and the most fleshy) is the moment, in which you accomplish me, closing my eyes, will look at you through scars on petals, sultry rhythmes of transgressing, rituals of open wounds and the end and the beginning`s mysteries - i`ve never been so sated and i haven`t blossomed any more.

 Even now, when scant dose of light makes, that we`re looming by visions, i am as close as it`s possible, coiling and huddling to clean bones, to the core, dreaming about the moment of transmutation, when your logical hands explicitly divested me of  skin. i pick up every fragment strewn around, i collect images of places seen by your sight (yes, your eyes are like razors - mine become their memorized reflection, when i try to take a shots), when you are close (sometimes i think that this conviction of you  is just a madness), the light comes. I still feel fragile construction of your soul and this darkest from your animals, veiled by it ( if your soul flows  into woman, i would love woman, if it opts for tree, i will listen to its river ).


 But it`s possible, that there is nothing, where i see the direction. When i lose sight of subsequent points, through which i touch you, i panic. I stroke translucent cracks and crevices.

I`m tearing things 


tusze na papierze, 50x55 cm/inks on paper, 50x55 cm