sobota, 21 grudnia 2013

Wilk i jego Cień/ The Wolf and his Shadow

'Yes, I am the big bad wolf.., who has eaten her.., carry her inside myself.., invisible to all humans.., she`s mine...' ( Viola von Sherwood )

- there is a mutual blood, and there is a mutual air

tusz i tempera, format papieru 50x65 cm/ ink and temper on paper, 50x65 cm

w samym środku oka,
w samym środku oka,
tkwią tam róże
i orchidee tkwią tam,
tkwią tam księżycowe maki
i kwarcowe lilie tkwią tam,
kościsty kryształ wokół źrenicy,
sen osnuwający drogę
tkwi tam

in the middle of the eye,
in the middle of the eye,
there are roses
and orchids there are,
there are moonlight poppies
and quartz lillies there are,
angular crystal around the pupil,
dream wrapping the road
there are

Zioła/ Herbs:
- Kwiat akacji ( acaccia flower )- nieśmiertelność jest lepka od czerwieni

sobota, 14 grudnia 2013

Krawędź/Edge

Gdy czytałam go po raz pierwszy, zachwycił mnie przejrzystością, teraz, gdy wiem, że to był jej ostatni wiersz, trochę się go boję.. kochaj mnie, dbaj o mnie, bądź obecny,  na przekór mnie, właśnie teraz

When i read it first time,  it enchanted me its lucidity. Now, since i know, that it was her last poem, i'm afraid a bit of it... love me, care about me, be present,  against of me, just now

Krawędź

Kobieta osiągnęła doskonałość .
Jej martwe
Ciało na usmiech dokonania,
Złuda greckiego determinizmu
Płynie w zwojach jej togi,
Jej bose
Stopy zdają się mówić;
Doszłyśmy dotąd, to już kres.
Zmarłe dzieci skręcone jak białe węże,
Każde przy małym
Dzbanie mleka już próżnym.
Ona zwija je
Z powrotem w swe ciało jak
Róża swe płatki, gdy ogród
Tężeje i zapachy uchodzą
Z głębokich świeżych krtani kwiatu nocy.
Księżyc nie musi się smucić
Patrząc z kościanego kaptura.
On przywykł do tych spraw.
Jego żałobna szata powiewa.

Sylvia Plath

Edge

The woman is perfected.   
Her dead
Body wears the smile of accomplishment,   
The illusion of a Greek necessity
Flows in the scrolls of her toga,   
Her bare
Feet seem to be saying:
We have come so far, it is over.
Each dead child coiled, a white serpent,   
One at each little
Pitcher of milk, now empty.   
She has folded
Them back into her body as petals   
Of a rose close when the garden
Stiffens and odors bleed
From the sweet, deep throats of the night flower.
The moon has nothing to be sad about,   
Staring from her hood of bone.
She is used to this sort of thing.
Her blacks crackle and drag.

Sylvia Plath


piątek, 13 grudnia 2013

Sekret nr 6/ Secret No.6

Tym razem zrobiłam coś innego. Pokazuję sekret nieskończony, niepogrzebany, oczekujący.
Tym razem został w domu, przykryłam go nasionami.  Jak tylko będą dostatecznie silne, wrócę do niego z czułością

This time i`ve made something different. Showing unfinished secret, unburied, awaiting. 
This time left it home, covered with seeds. As soon as they will enough strong, i return to them with tenderness


piątek, 6 grudnia 2013

Meduza/ Jellyfish

Nie jestem martwa,
zmarli owszem, pojawiają się w oka mgnieniu,
przemykają ukradkiem lśniąc skórą, promieniem we włosach,
wypluwani w słowach,
czasami mam nudności, sączą się wtedy ze mnie niestrawni,
ale nie, nie przynoszę ci śmierci,
nie musisz się obawiać, że gdy otworzę oczy,
wysypie się ze mnie wprost pod twoje nogi
zakłopotana i niepotrzebna,
dzisiaj rano trochę o niej poczytałam,
kolekcjonuję rysunki martwych wróbli i saren,
przepraszam, niezgrabnie zdążyłam cię  poplamić, zabarwiła mi nieco opuszki palców
dzisiaj rano, światło przeciągnęło się leniwie moim ciałem, wyciągnęło ręce, rozsupłało węzły
pączkowały w przyspieszonym tempie jak na poklatkowych ujęciach,
zaprowadziło mnie na skraj łóżka, moje wężowe dłonie
prześlizgiwały się tropiąc niewidzialne myszy w zagłębieniu szyi,
zastygając na chwilę nad obojczykiem, mam ciepłe ciało
teraz poznawane z perspektywy brzucha węża wydaje się delikatniejsze,
piersi są jakby bardziej miękkie,
jestem teraz jego brzuchem,
przesuwam się ponad tym rozgorączkowaniem
uporczywa łuskami głodu,
w miejsca zachłanne i ciepłe,
ślady wiją się serpentynami na mojej skórze, deszczowej i trochę zmęczonej,
o nawykach ameby zamykającej swoją postać pod najlżejszym dotykiem,
stoisz obok,
światło otwiera przestrzeń
uda osuwają się na krawędzie,
sam na sam,
leniwy przytulny poranek nie zapowiada wspólnych spacerów po plaży,
nie przepowiada niczego,
ale jestem tu
żywa tkanką oplecioną siecią neuronów,
reaguję na dotyk, reaguję na światło, reaguję na ciebie

I am not dead, 
of course, deads arise in the wink of an eye, 
they flesh furtively glistenning my skin, as light beam in my hairs, 
disgorged inside words, 
sometimes
i retch, they oozing indigestible then, 
but well, i don't bring you the death, 
no, you don't be afraid of that  i open eyes and 
it spills out from me straight under your feets
embarrassed and redundant, 
today morning i read a bit about mortality and yes, i collect drawings of dead sparrows and deers, 
apologises, i've awkwardly managed to stain you, 
it coloured my fingertips,
today morning the light stretched idly over my body, straighten out my arms, untangled knots, 
they were budding in accelerated tempo like in time-lapse photography, 
it led me at the bed's edge, 
my anguine palms skated over trailing invisible mice in neck immersion, 
congealing above a collarbone for a moment, 
i have cordial body, seems to be more delicate, 
recognized now from the perspective of snake's belly, 
breasts are more soft, 
i am now its belly, 
moving persistently beyond this fever with scales of hunger, 
towards these grasping and warm places, 
marks winds serpentines on the skin, pluvial and a bit tired, 
with ameba habits closing the figure under the lightest sense of touch, 
you stand so close, 
the light opens this space 
thighs sink to the bed's edge
face to face
lazy cosy morning doesn't predict common walks along the shore, 
it doesn't predict anything, 
but, i am here 
alive tissue woven by neuron's web, 
responsive on feels, responsive on sun, responsive on you.

środa, 4 grudnia 2013

Piekary Śląskie. Commission.

Kolejne zamówienie z tryptykiem. Dobrze tak czasami stanąć na przeciwko siebie.
Next commission with triptych. t is well sometimes to stand vis a vis self. 

tusz, 3x35x45 cm












poniedziałek, 2 grudnia 2013

Częstość subiektywna/ Bayesian probability

mogłabym stać się twoją kajirą
albo Panią z Jeziora
mógłbyś zostać jurodiwym oślepionym światłem
bądź też mistrzem Wolandem
być może zaciskałbyś klamerki na moich sutkach budząc róż karmin zawstydzenie
być może odciskiem obcasa na twoim splocie słonecznym, podkreślałabym naszą supremację doznawania
pewna i niezachwiana
nosiłabym złotą obrożę
przynosząc myszy i małe owady
lub naprężałabym smycz, przywołując cię łaknącego wyniosłości i zimna w to misterium węzęłków i splątania,
dławienie duszenie kneblowanie
krępowanie kąsanie i drapanie
smaganie i uleganie
chłostanie i gryzienie,
płomienie obnażają kolejne możliwości
prawdopodobieństwa
dyscyplinę wrażeń,
moja głowa nauczona czytać z oczu zwierząt poezje rilkego i trakla
mgliste smukłe stada
wiotkie lasy
wieczorne tafle wody,
dusze za zębami, dusze za zębami, dusze za zębami


i would be your Kaira
or Lady of the Lake
you would be yurodivy blinded by light
or Master Woland
perhaps you could tighten clips on my nipples awaking rouge crimson shame
perhaps i could emphasize our supremacy of enduring by heel print on your solar plexus
reliable and unhesitating
i would wear gold collar
bringing you mice and little insects
or tight the leash, invoking you - craving loftiness and cold, in this mistery of knots and entanglement,
suffocating choking gaging
binding stinging and scratching
swishing and succumbing
flogging and biting
ardours bare coming possibilities
probabilities
a discipline of impressions
my head trained to read Rilke and Trakl poetry with eyes of animals
misty lissom herds
slender forests
vespertine panes of water,
souls behind teeth, souls behind teeth, souls behind teeth