wtorek, 18 września 2018

Studium z entropii nr 4/ Entropy study No 4

Czwarty Element: Ogień
Fourth element: Fire
Ink drawing on a cotton paper

czwartek, 13 września 2018

Studium z entropii nr 3/ Entropy study No 3

Śmierć i dziewczyna/ Death and The Maiden
Ink on a cotton paper

poniedziałek, 10 września 2018

Usychające hiacynty / Withering Hyacinths

Studium entropii / Study of Entropy
Oil painting on canvas

Wschód / East

Ku słońcu / Towards the Sun
Color inks drawing on paper

Cztery cnoty kardynalne / Four Cardinal Virtues

Ink drawings on paper
Cztery cnoty kardynalne, cztery zakładki. Ikonografia i dialog na podstawie iluminacji poniżej

Traités sur les Vertues Cardinales painted by Robinet Testard-Lyon ( François Desmoulins, 1510), BNF

Studium entropii / The Study of Entropy

Ink drawing on paper

Ink drawing on paper

Alone with Everybody

the flesh covers the bone 
and they put a mind 
in there and 
sometimes a soul, 
and the women break 
vases against the walls 
and the men drink too 
much 
and nobody finds the 
one 
but keep 
looking 
crawling in and out 
of beds. 
flesh covers 
the bone and the 
flesh searches 
for more than 
flesh. 

there's no chance 
at all: 
we are all trapped 
by a singular 
fate. 

nobody ever finds 
the one. 

the city dumps fill 
the junkyards fill 
the madhouses fill 
the hospitals fill 
the graveyards fill 

nothing else 
fills. 

Charles Bukowski

wtorek, 17 lipca 2018

Maya z jednorożcem/ Maya with the Unicorn

"Thus annihilation means, in the Buddhist philosophy only a dispersion of matter, in whatever form or semblance of form it may be; for everything that bears a shape was created, and thus must sooner or later perish will change that shape. Therefore, as something temporary, though seeming to be permanent, it is but an illusion, Maya; for eternity has neither beginning nor end, the more or less prolonged duration of some particular form passes, as it were, like an instantaneous flash of lighting."

Helena Blawatsky

Oil painting on MDF board, 90x50 cm





wtorek, 10 lipca 2018

Wycinanie tuszy z duszy


 (I will try to add english translation tomorrow, please be patient, I try to return here)
Śnię czasami, że śni mnie ktoś inny, a może to ja śnię kogoś innego, "ja" leży wtedy w takim śnie porozkładane na wyższe i niższe, na ego i na super ego, na pod i nadświadomości, leży ta część mnie, która nawet nie wiem, czy jest jeszcze mną i w ilu procentach, leży jak na prosektoryjnym stole ( wszak Hypnos to brat Thanatosa). Ten drugi sen mogłabym tak zatytułować: Rozbiór i wykrawanie tuszy z ja.

 Pierwszy był kryształowo słony, płakałam w nim długo kaskadami i był to jeden z najbardziej czystych płaczów w moim życiu. Słuchaliście kiedyś muzyki płynącej z wody? Ten sen był jak gwałtowny, szklisty strumień, zabrał po drodze wszystko i na te parę chwil po przebudzeniu pozwolił mi czuć tylko jego rwący spazmatyczny prąd.
 Zabrał mnie w jedno wspomnienie, to znaczy sfabrykował dla mnie podobne, żebym otworzyła tamto prawdziwe, oczyściła je i mogła zamknąć. Wróciłam w nim do naszego pierwszego mieszkania na Śląsku, do familoka na Bobrku, wtedy jednego z przemysłowych serc Bytomia, z wiecznie czarnym śniegiem i kwaśnym powietrzem, z górniczymi sklepami, w których na półkach stały rzędami chińskie termosy, w piątki z parterowego okna babcia Gizela sprzedawała palonego słonecznika w tytkach, a wiekowe siostry Helga i Truda siały postrach wśród osiedlowych bajtli. To było jednopokojowe mieszkanie z toaletą na półpiętrze zamykaną na klucz, do której chowałam się w czasie nawracających epizodów psychotycznych mamy. W trakcie tych wznowień ( dopóki było co) wyrzucała moje rzeczy: książki ( mitologię celtycką bo "tam były zaklęcia, którymi chciałam ją uśmiercić"), szkolne z historii sztuki- (bo "zawierały moje nagie obrazy, które sobie bezwstydnie robiłam"), kasety ( "śpiewałam tam zaklęciami"). Gdy już nie było co wyrzucać, ojciec się zmył pod pretekstem szukania pracy, a w lodówce było ostatnie jedzenie, wydawało mi się,  że miała lepszy dzień, zrobiłam więc z tego ostatniego jedzenia ostatni obiad i wyszłam do toalety. Gdy wróciłam ostatniego jedzenia już nie było, tak jak i śladu pieniędzy na kolejne. Obiad leżał w śmietniku,  tym razem był trujący. Nie utkwiły mi w głowie te spalone w piecu książki ani muzyka, tylko ten nieszczęsny obiad. A potem o nim zapomniałam. We śnie mama przyjechała do mnie, wszystko było w porządku, zostawiłam ją na moment, a gdy wróciłam, nie było już mojego ogrodu,  ani kwiatów w domu. Wyrwała wszystko. Gdy się obudziłam dalej płakałam, płakaniem tak czystym, jak to tylko możliwe. To był dobry, odtruwający sen.

Drugi był o krojeniu tuszy z duszy.

 Jakby mój duch się rozwarstwił.
 Leżałam gdzieś, zdaje się, że na podłodze, otworzyłam oczy, ale zasnuła je gęsta, bawełniana mgła, chciałam je przetrzeć, jednak nie byłam w stanie się ruszyć, pomyślałam, że mam udar, albo wylew, a może ktoś mi zdrowo przyfasolił w głowę (co z córkami??). Myśli mam równie otulone jak widzenie,  są jak kłębki waty, z ust cieknie mi strużka śliny, zdaje się,  że ta mgła wlała się jakimś cudem w moje ciało. Powoli przedzierają się inne myśli: może to kaftan, albo leki, może nie leżę na podłodze, tylko w szpitalnej sali przykuta do łóżka? Jak długo tutaj tak leżę? Zdaje się, że obudziłam się wciąż dzisiaj, ale zdawać się również może,  że minęło pół roku. Czy miałam jakiś atak? Co z rodziną? Co zrobiłam w trakcie ataku?  Nie mam świadomości, kim teraz jestem, jednocześnie wiem, że to ja, pamiętam rodzinę. Sen zaczyna się rwać, jest jak morze, pojawiają się pierwsze racjonalne mielizny, panikuję, otwieram oczy, poruszam dłonią, sprawdzam datę i godzinę.

 Pierwszej nocy w familoku na Bobrku śniło mi się,  że przez pokój przechodzi krótki orszak pogrzebowy. Czterech górników w galowych mundurach maszeruje przez moje łóżko, niosąc na ramionach otwartą trumnę z nieboszczykiem, wyglancowane wystające z niej trupięgi odbijają pełny księżyc w oknie. W połowie drogi kondukt zatrzymał się, trup siadł i odwrócił się w moją stronę. A potem poszli dalej przez okno w noc.

wtorek, 1 maja 2018

Wypędzanie Diabła/ Casting out of the Devil

Zaciskam się cała w pięść.
I clench myself into fist.

Casting out of The Devil, gwasz na złotej kalce




piątek, 26 stycznia 2018

Łóżko raz jeszcze/ The Bed one more time

Ink drawing on a paper, 50x65 cm

 Tam się spało inaczej. Gdy zamykałam oczy za oknem było tylko puste niebo, mogłam usłyszeć jak szeleszczą. Najtrudniej było z tłustą pełnią w godzinie wilka, przestrzeń cięła wtedy swoim ogromem jak brzytwą, na wskroś.
 Tu patrzę na bluszczące panoptikum zieleni, chowa w sobie nawet tłusty księżyc, wdziera się, obłazi, wspina w załamania i blizny starych domów. Zasnuwa jakby po tym już nigdy nic.

 The sleep was different there. When i closed my eyes, there was the pure sky only and I was able to hear how they swish and rustle. The hardest was the fat moon in the hour of the wolf, the space sliced then everything throughout, using own vastness like a razor. 
 Here, I look at the ivying panopticum of greenery, it buries even this fat moon, permeates, covers, climbs into breakdowns and scars of old houses. It veils like after that nothing will ever happen again.