piątek, 3 grudnia 2010

prawie/almost

Niesamowity wiersz.

prawie całkiem zmyślony wiersz

widzę cię jak drobniutkimi niebieskimi dłońmi
pijesz z ulicznej studzienki, nie , twoje dłonie nie są drobniutkie
są małe, a studzienka jest we Francji
skąd napisałaś do mnie ten ostatni list, ja
odpowiedziałem i nie miałem już nigdy od ciebie wiadomości.
pisywałaś szalone wiersze o
ANIOŁACH I BOGU, całe wersalikami, znałaś
sławnych artystów, większość z nich
była twoimi kochankami, odpisałem ci : w porządku,
ciągnij to wkraczaj w ich życie, nie jestem zazdrosny
bo nigdy się nie spotkaliśmy, raz byliśmy blisko siebie w
Nowym Orleanie, dzieliło nas kilka domów, ale nigdy nie spotkaliśmy się ,
nigdy
nie dotknęli, chodziłaś więc ze sławnymi i pisałaś
o sławnych i oczywiście odkryłaś
że sławnym zależy na
sławie, a nie na ślicznej młodej dziewczynie, która poszła z nimi
do łóżka, która daje im to właśnie, a potem budzi się
rano i pisze samymi wersalikami wiesze o
ANIOŁACH i BOGU, wiemy, że Bóg umarł, powiedziano
nam o tym, czytając ciebie nie byłem tego całkiem pewny.
może
to kwestia wersalików, byłaś jedną z najlepszych
poetek i powtarzałem wydawcom,
redaktorom: "drukujcie ją , drukujcie, jest szalona, ale ma w sobie
magię, w jej pasji nie ma kłamstwa". kochałem cię
jak mężczyzna kocha kobietę, której nigdy nie dotknął, z którą tylko
koresponduje i trzyma jej fotografie, kochałbym cię
bardziej, gdybym siedział kiedyś w jakimś pokoiku, robił sobie
skręta i słuchał jak sikasz w łazience,
ale nic takiego się nie stało. twoje listy były coraz smutniejsze.
kochankowie cię zdradzali. dziecino- odpisałem-kochankowie
zawsze zdradzają. to cię nie pocieszyło. napisałaś
że masz taką ławkę płaczu, ta ławka jest koło mostu, a
most łączy brzegi rzeki, co wieczór siadasz na ławce
i płaczesz przez kochanków , którzy cię zranili i zapomnieli, odpisałem,
ale nigdy już nie dostałem
od ciebie wiadomości. pewien przyjaciel napisał mi o twoim samobójstwie
3 albo 4 miesiące po nim. gdybym cię spotkał
pewnie bym cię skrzywdził albo ty byś skrzywdziła
mnie. tak byłoby najlepiej.

charles bukowski


An Almost Made Up Poem

I see you drinking at a fountain with tiny
blue hands, no, your hands are not tiny
they are small, and the fountain is in France
where you wrote me that last letter and
I answered and never heard from you again.
you used to write insane poems about
ANGELS AND GOD, all in upper case, and you
knew famous artists and most of them
were your lovers, and I wrote back, it’ all right,
go ahead, enter their lives, I’ not jealous
because we’ never met. we got close once in
New Orleans, one half block, but never met, never
touched. so you went with the famous and wrote
about the famous, and, of course, what you found out
is that the famous are worried about
their fame –– not the beautiful young girl in bed
with them, who gives them that, and then awakens
in the morning to write upper case poems about
ANGELS AND GOD. we know God is dead, they’ told
us, but listening to you I wasn’ sure. maybe
it was the upper case. you were one of the
best female poets and I told the publishers,
editors, “ her, print her, she’ mad but she’
magic. there’ no lie in her fire.” I loved you
like a man loves a woman he never touches, only
writes to, keeps little photographs of. I would have
loved you more if I had sat in a small room rolling a
cigarette and listened to you piss in the bathroom,
but that didn’ happen. your letters got sadder.
your lovers betrayed you. kid, I wrote back, all
lovers betray. it didn’ help. you said
you had a crying bench and it was by a bridge and
the bridge was over a river and you sat on the crying
bench every night and wept for the lovers who had
hurt and forgotten you. I wrote back but never
heard again. a friend wrote me of your suicide
3 or 4 months after it happened. if I had met you
I would probably have been unfair to you or you
to me. it was best like this.

Charles Bukowski

sobota, 27 listopada 2010

Droga Mleczna/Via Lactea



Zaczęły spadać w niebo, jeszcze nie zdążyły obiecać kształtu, czuję ich smak, i zapach.
Gdy dotrę do ich lasu, obietnica zamieni się w czyste zwierzę. Tak śnię. Tak chcę.

They have begun to fall into the sky, they`ve not yet had time to promise a shape, I feel their taste, and smell. When I`ll get to their forest, the promise will turn into a pure animal. I`ve been dreaming. I want so. 

sobota, 20 listopada 2010

Listopad/November



Czasami jeszcze się boję. Coraz mniej.
Sometimes, i`ve been afraid yet. Fewer and fewer.

piątek, 19 listopada 2010

Liebeslied


Jak przed zetknięciem się z twoją duszą mogę
zachować własną duszę? Ponad tobą
ku innym rzeczom jakże ją przeniosę?
Ach, obcą raczej wybierając drogę
w ciche ją miejsce zaniósłbym po ciemku,
gdzie już jej nie udzieli się jak wcześniej
drżenie twojego wewnętrznego lęku.
Zetknięcie nasze jest jak pociągnięcie
smyczka, oboje łączy nas ze sobą,
żeby dwie struny jednym brzmiały głosem.
Na jakim nas rozpięto instrumencie?
Jakiż to skrzypek trzyma nas w swym ręku?
O, słodka pieśni.

R.M.Rilke, Pieśń miłosna


How shall I hold my soul so that it
does not touch yours? How shall I lift it
up over you so it reaches other things?
Oh, how I long to store my soul
with something dark and lost
in a foreign becalmed place that does not
vibrate when your depths vibrate.
But all that touches you and touches me
contracts us like a bow
that from two strings draws forth a single voice.
Upon which instrument are we two strung?
And who, pray, is the fiddler who holds us in his hand?
Oh sweetful song.

R.M.Rilke, Love song

poniedziałek, 15 listopada 2010

Listopad/November

 Zrzuciłam wszystkie liście, blaknę, wypełniam powietrze drobiazgami. Intensywność muskaryny cofa się z każdym moim oddechem. Jestem przerażona. Nie dostrzegam różnicy między łowcą a zwierzyną. To było szybkie polowanie. Mam nadzieję, że zostawiłam swój złamany smak na jego wargach.

I cast all my leaves, I`ve been fading, I fill the air with trifles. Intensity of muscarine is withdrawing with my every breath. I am scared. I can`t see the difference between hunter and prey. It was a quick hunt. I hope I left my broken taste on his lips.

piątek, 12 listopada 2010

Pragnienie ćmy/Moth`s desire







Pragnienie tak naiwne, że zawstydza.
Zostało mi jak krew na opuszkach palców.
I nie chce się zmyć. I pali. I boli.

Desire so naive, that it shames me.
It`s remained like blood on my fingertips.
And I can`t wash off it. And it`s burning me. And it`s hurting me.

czwartek, 11 listopada 2010

Multiplikacja/Multiplication

Właściwie to tylko duplikacja, na więcej nie starczy mi cierpliwości chwilowo. Rysuję lustra. Nie potrafię wszystkiego w jednej pracy zmieścić, więc pora, by się podzielić.

Correctly, it`s just duplication, I don`t have enough patience for more at now. I`m drawing mirrors. I cannot fit all in one work, so it`s Sharing Time

wtorek, 9 listopada 2010

Czerwono - fioletowe światło/Red, viole(n)t light

Silly, stupid machine
only my sweet dopamine
on holy savior screen
la la la la la la.

Mandorla jest prostokątna.Znikam. Nie ma mnie.
Mandorla is rectangular.I`ve been dissapearing. I`m not.

niedziela, 7 listopada 2010

Zimowe drzewa/ Winter trees

Atrament wilogotnych świtów roztapia błękit.
Na bibularzu mgły drzewa
Wyglądają jak botaniczny rysunek -
Wspomnienia narastają, słój po słoju,
Serią wesel.

Nie znając poronień ani płodności,
Uczciwsze od kobiet,
Rozsiewają się bez trudu!
Obcując z lotnymi wiatrami
Tkwią po pas w historii -

Uskrzydlone, oderwane od świata,
Są w tym podobne do Ledy.
O, matko liści i słodyczy,
Kim są te piety?
Cienie gołębic śpiewających, lecz nie dających ulgi.

Sylvia Plath


The wet dawn inks are doing their blue dissolve.
On their blotter of fog the trees
Seem a botanical drawing --
Memories growing, ring on ring,
A series of weddings.

Knowing neither abortions nor bitchery,
Truer than women,
They seed so effortlessly!
Tasting the winds, that are footless,
Waist-deep in history --

Full of wings, otherworldliness.
In this, they are Ledas.
O mother of leaves and sweetness
Who are these pietàs?
The shadows of ringdoves chanting, but chasing nothing.

Sylvia Plath

piątek, 5 listopada 2010

Portret z bieluniem/Portrait with datura


Dzisiaj nudno. Spokojnie. W zawieszeniu. Zamarłam i cała słucham. Otwieram się. Czekam.
Today is boring. Calmly. In abeyance. I am frozen. I`m opening. I`m waiting.