odmierzam stopami przestrzeń
przesuwam się ostrożnie
po kawałkach misterium
czuję krew.
kroki stawiam okrutne,
a ślady po mnie
bolą i jątrzą,
sączy się poprzez nie
wino i słodki miód
nastroje już dymią
kozioł płonie
rozum zakrywa twarz i niebo
sypie gęstym popiołem
-mam go na rzęsach i na języku
za to niefortunne polowanie
wymierzam soczystą naganę
prosto w siebie
i wbrew sobie
terytorium jest cienką linią
stado uciekło
myśliwy zagarnia nocą ziemię
sobota, 25 kwietnia 2009
piątek, 17 kwietnia 2009
Wiosennie
sobota, 4 kwietnia 2009
I Ching

"(...) trwożnie śledząc kiełki swych nowości (...)", węszę każdym porem skóry zmianę. Coś jest na rzeczy i już nieuchronnie kracze mi nad głową. Coś wisi w powietrzu, przede mną otwiera się coraz więcej i coraz nachalniej multum drogowskazów, byłabym ślepa, ale znaki się powtarzają jak komunikaty alarmowe, i jeszcze i-Ching...
KH-WAN *** IN
ziemia niżej, ziemia wyżej
WYROCZNIA
Przymioty klaczy
pamięta i przechowuje ziemia.
Człowiek nie powinien niczego przedsiębrać,
powinien przystać na to, by pokierowali nim inni.
Znajdzie przyjaciół na południowym zachodzie,
porzucając przyjaźń na północnym wschodzie.
Twoja droga jest całkowicie drogą in.
piątek, 3 kwietnia 2009
Nocny Spacer

Nocny spacer
gdybym potrafiła podróżować
w powietrzu
i rozpuścić się na nieskończoność atomów nocy,
a potem przeniknąć między cząsteczki
latarnianego światła
i ciepłych mieszkańcami okien...
teraz jednak
gdy spacer ulicą jest taki poważny
za chłodnymi szybami
pokoje gasną
płomienie słabe dopalają mnie
a odosobnienie boli
poniedziałek, 30 marca 2009
Tajemnica Daty
tajemnica daty
tamtej nocy
krzyczałam
nie widziałam twojej twarzy
a inne twarze czuć było obłędem,
nikt nie był niewinny
ludzie nosili ciężkie grzechy
gdy snuli się nad kanałami
po brudnej ulicy
pełnej odpychających bram
oni wszyscy się rozkładali
człowieku, cuchnęli na kilometr
a ja nie odwracałam wzroku
świadoma również mojego
rozkładu
patrzyłam im bezczelnie w oczy
i szykowałam dla ciebie
ostry nóż
uwierz mi, chciałam to zrobić.
zwierzę uciekło
smród ulicy
nie był porażający
tamtej nocy
krzyczałam
nie widziałam twojej twarzy
a inne twarze czuć było obłędem,
nikt nie był niewinny
ludzie nosili ciężkie grzechy
gdy snuli się nad kanałami
po brudnej ulicy
pełnej odpychających bram
oni wszyscy się rozkładali
człowieku, cuchnęli na kilometr
a ja nie odwracałam wzroku
świadoma również mojego
rozkładu
patrzyłam im bezczelnie w oczy
i szykowałam dla ciebie
ostry nóż
uwierz mi, chciałam to zrobić.
zwierzę uciekło
smród ulicy
nie był porażający
niedziela, 22 marca 2009
czwartek, 19 marca 2009
wtorek, 17 marca 2009
sobota, 7 marca 2009
list
Wśród starych szpargałów, znalazłam niewysłany list do M. sprzed lat niemalże 10...
A obok listu, stary cytat z "Gry w klasy" Cortazara :
"Kiedy ruszasz w wędrówkę po knajpach, dramat namiętności polega nie na tym, z kim wędrujesz, ale z kim się rozchodzisz"
Mam takich niewysłanych listów więcej, zwykle umarły, istnieją tylko, jako rzeczy, ten jeden, który postanowiłam przeczytać ma swoje 5 minut:
"Chodziliśmy nie szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć." O tak, ja właśnie po to kochałam wybiegać w szaleńczym porywie z domu, wypatrując na ulicy Twojego śladu. Po to, ta niedzielna wyprawa na dworzec. Przepraszam za ten policzek, tak naprawdę nie liczyłam na to, że tam będziesz, i że z nią. Szukałam tego, co mogło zostać.
Skąd tyle próżni w takim małym ciele z bujnym życiem osobistym? Dałeś mi tyle, ile wziąłeś. Teraz ciągle docierają do mnie "nowe"wiadomości, zza grobu gnębiąc mnie jakimś starym słowem od niechcenia, cytatem z pamiętnika. I nie ma już żaru, pożogi, ani nawet popiołu dla mnie. Nie podpalę się, a tylko płonąć potrzebuję.
"(...) gra polegała na wyławianiu tylko tego, co najbłahsze, ukryte, przebrzmiałe (...)" Cortazar był genialny. Gdy czytałam "Grę w klasy", gdy przerzucałam nerwowo kolejne kartki, chaotycznie biegając po książce od końca do początku, przez środek i znowu do końca, brak końca, brak magii, brak, brak i jeszcze raz brak mnie przeraził, zasmucił. Nie może nie być rozwiązania. Wydawało mi się, że grając, wszystko jest powtarzalne i do wycofania.
Ten brak w powieści był najważniejszy. Wszystko w krótkich fragmentach, strzępkach wspomnień, zdawkowe i lakoniczne. Dla mnie brak też jest ważny, szukam go intensywnie.
Czasem żałuję, że nie zapisuję już życia tak skrupulatnie i realistycznie jak kiedyś, chciałabym teraz móc przeczytać M. co robiliśmy razem, włącznie z przeżuwaniem współnych posiłków.
Boję się, że zostanie mi tylko wyłaniać powolutku i coraz mniej żywe skrawki z pamięci. Że zapomnę.
Zaczynasz mi znikać, rozpływasz się na moich oczach...."
I tak dalej, i tak dalej...Same takie truizmy wylewające się ze złamanego serduszka :-)
Bałam się, że nie zapamiętam tego, co czułam. Wczoraj ktoś mi przypomniał o tym, jak intensywnie odczuwamy. Zapomniałam. Chyba przeproszę się z szufladą pełną notatek i spróbuję zapamiętać z powrotem jak najwięcej...
A obok listu, stary cytat z "Gry w klasy" Cortazara :
"Kiedy ruszasz w wędrówkę po knajpach, dramat namiętności polega nie na tym, z kim wędrujesz, ale z kim się rozchodzisz"
Mam takich niewysłanych listów więcej, zwykle umarły, istnieją tylko, jako rzeczy, ten jeden, który postanowiłam przeczytać ma swoje 5 minut:
"Chodziliśmy nie szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć." O tak, ja właśnie po to kochałam wybiegać w szaleńczym porywie z domu, wypatrując na ulicy Twojego śladu. Po to, ta niedzielna wyprawa na dworzec. Przepraszam za ten policzek, tak naprawdę nie liczyłam na to, że tam będziesz, i że z nią. Szukałam tego, co mogło zostać.
Skąd tyle próżni w takim małym ciele z bujnym życiem osobistym? Dałeś mi tyle, ile wziąłeś. Teraz ciągle docierają do mnie "nowe"wiadomości, zza grobu gnębiąc mnie jakimś starym słowem od niechcenia, cytatem z pamiętnika. I nie ma już żaru, pożogi, ani nawet popiołu dla mnie. Nie podpalę się, a tylko płonąć potrzebuję.
"(...) gra polegała na wyławianiu tylko tego, co najbłahsze, ukryte, przebrzmiałe (...)" Cortazar był genialny. Gdy czytałam "Grę w klasy", gdy przerzucałam nerwowo kolejne kartki, chaotycznie biegając po książce od końca do początku, przez środek i znowu do końca, brak końca, brak magii, brak, brak i jeszcze raz brak mnie przeraził, zasmucił. Nie może nie być rozwiązania. Wydawało mi się, że grając, wszystko jest powtarzalne i do wycofania.
Ten brak w powieści był najważniejszy. Wszystko w krótkich fragmentach, strzępkach wspomnień, zdawkowe i lakoniczne. Dla mnie brak też jest ważny, szukam go intensywnie.
Czasem żałuję, że nie zapisuję już życia tak skrupulatnie i realistycznie jak kiedyś, chciałabym teraz móc przeczytać M. co robiliśmy razem, włącznie z przeżuwaniem współnych posiłków.
Boję się, że zostanie mi tylko wyłaniać powolutku i coraz mniej żywe skrawki z pamięci. Że zapomnę.
Zaczynasz mi znikać, rozpływasz się na moich oczach...."
I tak dalej, i tak dalej...Same takie truizmy wylewające się ze złamanego serduszka :-)
Bałam się, że nie zapamiętam tego, co czułam. Wczoraj ktoś mi przypomniał o tym, jak intensywnie odczuwamy. Zapomniałam. Chyba przeproszę się z szufladą pełną notatek i spróbuję zapamiętać z powrotem jak najwięcej...
Subskrybuj:
Posty (Atom)








