Gdy czytałam go po raz pierwszy, zachwycił mnie przejrzystością, teraz, gdy wiem, że to był jej ostatni wiersz, trochę się go boję.. kochaj mnie, dbaj o mnie, bądź obecny, na przekór mnie, właśnie teraz
When i read it first time, it enchanted me its lucidity. Now, since i know, that it was her last poem, i'm afraid a bit of it... love me, care about me, be present, against of me, just now
Krawędź
Kobieta osiągnęła doskonałość .
Jej martwe
Ciało na usmiech dokonania,
Złuda greckiego determinizmu
Płynie w zwojach jej togi,
Jej bose
Stopy zdają się mówić;
Doszłyśmy dotąd, to już kres.
Zmarłe dzieci skręcone jak białe węże,
Każde przy małym
Dzbanie mleka już próżnym.
Ona zwija je
Z powrotem w swe ciało jak
Róża swe płatki, gdy ogród
Tężeje i zapachy uchodzą
Z głębokich świeżych krtani kwiatu nocy.
Księżyc nie musi się smucić
Patrząc z kościanego kaptura.
On przywykł do tych spraw.
Jego żałobna szata powiewa.
Sylvia Plath
Edge
The woman is perfected.
Her dead
Body wears the smile of accomplishment,
The illusion of a Greek necessity
Flows in the scrolls of her toga,
Her bare
Feet seem to be saying:
We have come so far, it is over.
Each dead child coiled, a white serpent,
One at each little
Pitcher of milk, now empty.
She has folded
Them back into her body as petals
Of a rose close when the garden
Stiffens and odors bleed
From the sweet, deep throats of the night flower.
The moon has nothing to be sad about,
Staring from her hood of bone.
She is used to this sort of thing.
Her blacks crackle and drag.
Sylvia Plath
sobota, 14 grudnia 2013
piątek, 13 grudnia 2013
Sekret nr 6/ Secret No.6
Tym razem zrobiłam coś innego. Pokazuję sekret nieskończony, niepogrzebany, oczekujący.
Tym razem został w domu, przykryłam go nasionami. Jak tylko będą dostatecznie silne, wrócę do niego z czułością
This time i`ve made something different. Showing unfinished secret, unburied, awaiting.
This time left it home, covered with seeds. As soon as they will enough strong, i return to them with tenderness
Tym razem został w domu, przykryłam go nasionami. Jak tylko będą dostatecznie silne, wrócę do niego z czułością
This time i`ve made something different. Showing unfinished secret, unburied, awaiting.
This time left it home, covered with seeds. As soon as they will enough strong, i return to them with tenderness
piątek, 6 grudnia 2013
Meduza/ Jellyfish
Nie jestem martwa,
zmarli owszem, pojawiają się w oka mgnieniu,
przemykają ukradkiem lśniąc skórą, promieniem we włosach,
wypluwani w słowach,
czasami mam nudności, sączą się wtedy ze mnie niestrawni,
ale nie, nie przynoszę ci śmierci,
nie musisz się obawiać, że gdy otworzę oczy,
wysypie się ze mnie wprost pod twoje nogi
zakłopotana i niepotrzebna,
dzisiaj rano trochę o niej poczytałam,
kolekcjonuję rysunki martwych wróbli i saren,
przepraszam, niezgrabnie zdążyłam cię poplamić, zabarwiła mi nieco opuszki palców
dzisiaj rano, światło przeciągnęło się leniwie moim ciałem, wyciągnęło ręce, rozsupłało węzły
pączkowały w przyspieszonym tempie jak na poklatkowych ujęciach,
zaprowadziło mnie na skraj łóżka, moje wężowe dłonie
prześlizgiwały się tropiąc niewidzialne myszy w zagłębieniu szyi,
zastygając na chwilę nad obojczykiem, mam ciepłe ciało
teraz poznawane z perspektywy brzucha węża wydaje się delikatniejsze,
piersi są jakby bardziej miękkie,
jestem teraz jego brzuchem,
przesuwam się ponad tym rozgorączkowaniem
uporczywa łuskami głodu,
w miejsca zachłanne i ciepłe,
ślady wiją się serpentynami na mojej skórze, deszczowej i trochę zmęczonej,
o nawykach ameby zamykającej swoją postać pod najlżejszym dotykiem,
stoisz obok,
światło otwiera przestrzeń
uda osuwają się na krawędzie,
sam na sam,
leniwy przytulny poranek nie zapowiada wspólnych spacerów po plaży,
nie przepowiada niczego,
ale jestem tu
żywa tkanką oplecioną siecią neuronów,
reaguję na dotyk, reaguję na światło, reaguję na ciebie
I am not dead,
of course, deads arise in the wink of an eye,
they flesh furtively glistenning my skin, as light beam in my hairs,
disgorged inside words,
sometimes
i retch, they oozing indigestible then,
but well, i don't bring you the death,
no, you don't be afraid of that i open eyes and
it spills out from me straight under your feets
embarrassed and redundant,
today morning i read a bit about mortality and yes, i collect drawings of dead sparrows and deers,
apologises, i've awkwardly managed to stain you,
it coloured my fingertips,
today morning the light stretched idly over my body, straighten out my arms, untangled knots,
they were budding in accelerated tempo like in time-lapse photography,
it led me at the bed's edge,
my anguine palms skated over trailing invisible mice in neck immersion,
congealing above a collarbone for a moment,
i have cordial body, seems to be more delicate,
recognized now from the perspective of snake's belly,
breasts are more soft,
i am now its belly,
moving persistently beyond this fever with scales of hunger,
towards these grasping and warm places,
marks winds serpentines on the skin, pluvial and a bit tired,
with ameba habits closing the figure under the lightest sense of touch,
you stand so close,
the light opens this space
thighs sink to the bed's edge
face to face
lazy cosy morning doesn't predict common walks along the shore,
it doesn't predict anything,
but, i am here
alive tissue woven by neuron's web,
responsive on feels, responsive on sun, responsive on you.
zmarli owszem, pojawiają się w oka mgnieniu,
przemykają ukradkiem lśniąc skórą, promieniem we włosach,
wypluwani w słowach,
czasami mam nudności, sączą się wtedy ze mnie niestrawni,
ale nie, nie przynoszę ci śmierci,
nie musisz się obawiać, że gdy otworzę oczy,
wysypie się ze mnie wprost pod twoje nogi
zakłopotana i niepotrzebna,
dzisiaj rano trochę o niej poczytałam,
kolekcjonuję rysunki martwych wróbli i saren,
przepraszam, niezgrabnie zdążyłam cię poplamić, zabarwiła mi nieco opuszki palców
dzisiaj rano, światło przeciągnęło się leniwie moim ciałem, wyciągnęło ręce, rozsupłało węzły
pączkowały w przyspieszonym tempie jak na poklatkowych ujęciach,
zaprowadziło mnie na skraj łóżka, moje wężowe dłonie
prześlizgiwały się tropiąc niewidzialne myszy w zagłębieniu szyi,
zastygając na chwilę nad obojczykiem, mam ciepłe ciało
teraz poznawane z perspektywy brzucha węża wydaje się delikatniejsze,
piersi są jakby bardziej miękkie,
jestem teraz jego brzuchem,
przesuwam się ponad tym rozgorączkowaniem
uporczywa łuskami głodu,
w miejsca zachłanne i ciepłe,
ślady wiją się serpentynami na mojej skórze, deszczowej i trochę zmęczonej,
o nawykach ameby zamykającej swoją postać pod najlżejszym dotykiem,
stoisz obok,
światło otwiera przestrzeń
uda osuwają się na krawędzie,
sam na sam,
leniwy przytulny poranek nie zapowiada wspólnych spacerów po plaży,
nie przepowiada niczego,
ale jestem tu
żywa tkanką oplecioną siecią neuronów,
reaguję na dotyk, reaguję na światło, reaguję na ciebie
I am not dead,
of course, deads arise in the wink of an eye,
they flesh furtively glistenning my skin, as light beam in my hairs,
disgorged inside words,
sometimes
i retch, they oozing indigestible then,
but well, i don't bring you the death,
no, you don't be afraid of that i open eyes and
it spills out from me straight under your feets
embarrassed and redundant,
today morning i read a bit about mortality and yes, i collect drawings of dead sparrows and deers,
apologises, i've awkwardly managed to stain you,
it coloured my fingertips,
today morning the light stretched idly over my body, straighten out my arms, untangled knots,
they were budding in accelerated tempo like in time-lapse photography,
it led me at the bed's edge,
my anguine palms skated over trailing invisible mice in neck immersion,
congealing above a collarbone for a moment,
i have cordial body, seems to be more delicate,
recognized now from the perspective of snake's belly,
breasts are more soft,
i am now its belly,
moving persistently beyond this fever with scales of hunger,
towards these grasping and warm places,
marks winds serpentines on the skin, pluvial and a bit tired,
with ameba habits closing the figure under the lightest sense of touch,
you stand so close,
the light opens this space
thighs sink to the bed's edge
face to face
lazy cosy morning doesn't predict common walks along the shore,
it doesn't predict anything,
but, i am here
alive tissue woven by neuron's web,
responsive on feels, responsive on sun, responsive on you.
środa, 4 grudnia 2013
Piekary Śląskie. Commission.
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Częstość subiektywna/ Bayesian probability
mogłabym stać się twoją kajirą
albo Panią z Jeziora
mógłbyś zostać jurodiwym oślepionym światłem
bądź też mistrzem Wolandem
być może zaciskałbyś klamerki na moich sutkach budząc róż karmin zawstydzenie
być może odciskiem obcasa na twoim splocie słonecznym, podkreślałabym naszą supremację doznawania
pewna i niezachwiana
nosiłabym złotą obrożę
przynosząc myszy i małe owady
lub naprężałabym smycz, przywołując cię łaknącego wyniosłości i zimna w to misterium węzęłków i splątania,
dławienie duszenie kneblowanie
krępowanie kąsanie i drapanie
smaganie i uleganie
chłostanie i gryzienie,
płomienie obnażają kolejne możliwości
prawdopodobieństwa
dyscyplinę wrażeń,
moja głowa nauczona czytać z oczu zwierząt poezje rilkego i trakla
mgliste smukłe stada
wiotkie lasy
wieczorne tafle wody,
dusze za zębami, dusze za zębami, dusze za zębami
i would be your Kaira
or Lady of the Lake
you would be yurodivy blinded by light
or Master Woland
perhaps you could tighten clips on my nipples awaking rouge crimson shame
perhaps i could emphasize our supremacy of enduring by heel print on your solar plexus
reliable and unhesitating
i would wear gold collar
bringing you mice and little insects
or tight the leash, invoking you - craving loftiness and cold, in this mistery of knots and entanglement,
suffocating choking gaging
binding stinging and scratching
swishing and succumbing
flogging and biting
ardours bare coming possibilities
probabilities
a discipline of impressions
my head trained to read Rilke and Trakl poetry with eyes of animals
misty lissom herds
slender forests
vespertine panes of water,
souls behind teeth, souls behind teeth, souls behind teeth
albo Panią z Jeziora
mógłbyś zostać jurodiwym oślepionym światłem
bądź też mistrzem Wolandem
być może zaciskałbyś klamerki na moich sutkach budząc róż karmin zawstydzenie
być może odciskiem obcasa na twoim splocie słonecznym, podkreślałabym naszą supremację doznawania
pewna i niezachwiana
nosiłabym złotą obrożę
przynosząc myszy i małe owady
lub naprężałabym smycz, przywołując cię łaknącego wyniosłości i zimna w to misterium węzęłków i splątania,
dławienie duszenie kneblowanie
krępowanie kąsanie i drapanie
smaganie i uleganie
chłostanie i gryzienie,
płomienie obnażają kolejne możliwości
prawdopodobieństwa
dyscyplinę wrażeń,
moja głowa nauczona czytać z oczu zwierząt poezje rilkego i trakla
mgliste smukłe stada
wiotkie lasy
wieczorne tafle wody,
dusze za zębami, dusze za zębami, dusze za zębami
i would be your Kaira
or Lady of the Lake
you would be yurodivy blinded by light
or Master Woland
perhaps you could tighten clips on my nipples awaking rouge crimson shame
perhaps i could emphasize our supremacy of enduring by heel print on your solar plexus
reliable and unhesitating
i would wear gold collar
bringing you mice and little insects
or tight the leash, invoking you - craving loftiness and cold, in this mistery of knots and entanglement,
suffocating choking gaging
binding stinging and scratching
swishing and succumbing
flogging and biting
ardours bare coming possibilities
probabilities
a discipline of impressions
my head trained to read Rilke and Trakl poetry with eyes of animals
misty lissom herds
slender forests
vespertine panes of water,
souls behind teeth, souls behind teeth, souls behind teeth
środa, 27 listopada 2013
poniedziałek, 25 listopada 2013
Kos/ Blackbird
tamtej nocy, gdy umarł dziadek, słuchałam śpiewającego kosa
skuliłam się głębiej pod kołdrą,
powietrze zgęstniało
i nie chciałam otwierać oczu.
wyrzucałam potem sobie to lękliwe niedopasowanie,
wiarę w podzielność,
jawną zdradę,
nie chciał sprawiać kłopotu
umierając odchodził wstydliwie,
na palcach,
ukradkiem opuszczając głowę
nie zauważyłam, że już go nie ma,
miałam dobre i jasne sny.
Gdy kobiece ciało staje się granicą,
zmarli spacerują pod powiekami
umierałam z pragnienia,
tą otępiającą wolą życia uszczelniając się przed szaleństwem,
korytarz byl długi a noc miękka
złożylam się w nią głęboko, wszystkie plastry, okruchy, kawałki.
Gdy kobieta staje się granicą,
zmarli spacerują pod powiekami
stawali przed moim łóżkiem a ja stawałam się drzwiami
pragnienie wciąż usypiało zwielokrotnioną czułość
-jak dobrze, gdy nie ma nikogo, kto mógłby je ukołysać i rośnie pozostawionym płomieniem
i myślisz już tylko o nim, rogrzewa ci mięśnie i żyły, przypomina że masz kości,
gdy wdziera się w
plącząc myśli
obdzierając piosenkę kosa ze skory
that night, when grandpa died, i was listening to singing blackbird
curled up deeper under quilt,
the air had thickened
and i didn't want to open eyes.
afterwards i reproached self this timid mismatch,
this belief in divisibility,
and this overt betrayal,
he didn't want to inconvenience
of dying,
ashamedly going away, tip-toe,
furtively
coming down head,
i didn't notice his non-presence
and had good and bright dreams.
When female body becomes the border
deads are walking under her lids
i was dying from thirst
and this hebetating will of life sealed me up against the madness,
a corridor was long and the night was soft
i entombed self into, deeply, all my slices, crumbs, pieces.
When a woman becomes the border
deads are walking under her lids
they turned up in front of my bed, and i turned into the door
my craving still drowsed multiplied tenderness
- how well, when there's nobody to hush and it grows abandonment flame
and you may think just about it heats up your muscles and veins, reminds about bones,
encroaching into
entangling thoughts,
flaying a blackbird song
skuliłam się głębiej pod kołdrą,
powietrze zgęstniało
i nie chciałam otwierać oczu.
wyrzucałam potem sobie to lękliwe niedopasowanie,
wiarę w podzielność,
jawną zdradę,
nie chciał sprawiać kłopotu
umierając odchodził wstydliwie,
na palcach,
ukradkiem opuszczając głowę
nie zauważyłam, że już go nie ma,
miałam dobre i jasne sny.
Gdy kobiece ciało staje się granicą,
zmarli spacerują pod powiekami
umierałam z pragnienia,
tą otępiającą wolą życia uszczelniając się przed szaleństwem,
korytarz byl długi a noc miękka
złożylam się w nią głęboko, wszystkie plastry, okruchy, kawałki.
Gdy kobieta staje się granicą,
zmarli spacerują pod powiekami
stawali przed moim łóżkiem a ja stawałam się drzwiami
pragnienie wciąż usypiało zwielokrotnioną czułość
-jak dobrze, gdy nie ma nikogo, kto mógłby je ukołysać i rośnie pozostawionym płomieniem
i myślisz już tylko o nim, rogrzewa ci mięśnie i żyły, przypomina że masz kości,
gdy wdziera się w
plącząc myśli
obdzierając piosenkę kosa ze skory
curled up deeper under quilt,
the air had thickened
and i didn't want to open eyes.
afterwards i reproached self this timid mismatch,
this belief in divisibility,
and this overt betrayal,
he didn't want to inconvenience
of dying,
ashamedly going away, tip-toe,
furtively
coming down head,
i didn't notice his non-presence
and had good and bright dreams.
When female body becomes the border
deads are walking under her lids
i was dying from thirst
and this hebetating will of life sealed me up against the madness,
a corridor was long and the night was soft
i entombed self into, deeply, all my slices, crumbs, pieces.
When a woman becomes the border
deads are walking under her lids
they turned up in front of my bed, and i turned into the door
my craving still drowsed multiplied tenderness
- how well, when there's nobody to hush and it grows abandonment flame
and you may think just about it heats up your muscles and veins, reminds about bones,
encroaching into
entangling thoughts,
flaying a blackbird song
czwartek, 21 listopada 2013
Czas Nr. 2/ Time No.2
Tym razem pomyślałam o miłości.. Kolejna propozycja na okładkę dotkniętą czasem
This time, i thought about love..Another suggestion for book cover touched by time
This time, i thought about love..Another suggestion for book cover touched by time
![]() |
| ink, temper and love on paper, 32x40 cm |
WCZESNY PORANEK NAD SOLINĄ
Tabun koników polskich schodzi do
jeziora
Poranne słońce czesze ich szarą
sierść
Zachwyt już wybuchł i powściągnął
słowa
Ostrożnie wychodzimy z łodzi by nie
spłoszyć chwili
Nie myślimy o entropii
autor: Andrzej Kanclerz
wtorek, 19 listopada 2013
Love poem
Kurt Cobain postrzelił się w swoim domu
było już dość późno
księżyc odsłaniał kości przedmiotów ciężki i pełny
miał niemiłosiernie dużą tarczę
nie pamiętam, ale zaraz potem w kółko puszczali Nirvanę,
założę się, że właśnie
tak,
za to pamiętam
uporczywy
nawyk wcierania farby w kartkę
jej powierzchnia falowała i uginała się jak kształtująca się
skorupa Ziemi
noc szalała
dziwne,
myślałam, że umierał w lutym albo w marcu
kwiecień obiecywał już ciepłe i dobre
spóźniłeś się, pomyślałam
byłam szybsza o dwie godziny
moje ciało pocałowała dwie godziny wcześniej
rozrastając się w tym czasie w krwiobiegu
ta noc była wyjątkowo przejrzysta
jak kryształ z zamkniętym księżycem,
w ciągu dnia
drobiazgi
oddzieliły mięśnie od rozumu
stopa za stopą
raz dwa raz dwa pomyślałam
dziesięć dwadzieścia trzydzieści policzyłam
a wszystko
dwie godziny przed tobą
mechaniczna jak pozytywka
nie pamiętam bólu, który przyciągnął mnie do tej szklanej nocy
tylko
tę robotykę ciała
nie pozwalającą na jakiekolwiek wątpliwości
już po wszystkim gdy twarz mamy spłynęła z jej twarzy
a mnie ogarniał wstyd wygranego życia
rozjaśniałam nocami tamtą srebrną żyłę między nami
oplatając coraz to szczelniej celebrując wspólną granicę
czarny rozedrgany onyks
karmiony światłem i miłością
moja pierwsza komunia
transfuzja
i splątanie
po latach
pojawiłeś się nagły
odporny na grawitację
pod swoją skórę
przyjmowałeś każdą z moich tajemnic
wtedy
wydawało mi się, że miłość jest
misterium dzielenia
jest silniejsza
zmienia zwyczaje kamieni
namaszcza strukturę oddychania
tracę siłę w tej gorliwości
toną mi dłonie
Kurt Cobain shot himself in his house,
it was quite late
the moon unveiled bones of things heavy and bulging
she had unmercifully large disk
i don't remember, but directly after, radio started running Nirvana,
i bet
it was as like,
on the other hand, i remember
persistent
habit of embrocating a paint into leaf,
surface was undulating and bending like moulding
Earth's crust
the night went mad,
peculiar,
i thought, that he was dying on February or March
April already promised warm and good
- you are late, i thought
i was faster about two hours
she kissed my body two hours earlier
growing in my bloodstream at that time
this night was exceptionally translucent
like a crystal with locked moon,
during the day
trivias
divided muscles from mind
foot after foot
one two one two i thought
ten twenty thirty i counted
and these all
two hours before you
mechanical like music box
i don't remember pain, which attracted me to this glassy night
just
this robotics of body
not allowed to any hestitations
after all, when face of my mum had flowed down from her face
and a disgrace of won life had spread over my skin
this silver vein between us illuminated my nights
entwining more and more tight celebrating common border
black trembling onyx
feed with light and love
my first communion
transfusion
and confusion
after years
you appeared sudden
gravity-resistant
taking
under your skin
all of my secrets
then
love seemed to be
a mystery of sharing,
it is stronger
changing habits of stone
anointing the structure of breathing
i'm failing in this fervour
my palms are sinking
było już dość późno
księżyc odsłaniał kości przedmiotów ciężki i pełny
miał niemiłosiernie dużą tarczę
nie pamiętam, ale zaraz potem w kółko puszczali Nirvanę,
założę się, że właśnie
tak,
za to pamiętam
uporczywy
nawyk wcierania farby w kartkę
jej powierzchnia falowała i uginała się jak kształtująca się
skorupa Ziemi
noc szalała
dziwne,
myślałam, że umierał w lutym albo w marcu
kwiecień obiecywał już ciepłe i dobre
spóźniłeś się, pomyślałam
byłam szybsza o dwie godziny
moje ciało pocałowała dwie godziny wcześniej
rozrastając się w tym czasie w krwiobiegu
ta noc była wyjątkowo przejrzysta
jak kryształ z zamkniętym księżycem,
w ciągu dnia
drobiazgi
oddzieliły mięśnie od rozumu
stopa za stopą
raz dwa raz dwa pomyślałam
dziesięć dwadzieścia trzydzieści policzyłam
a wszystko
dwie godziny przed tobą
mechaniczna jak pozytywka
nie pamiętam bólu, który przyciągnął mnie do tej szklanej nocy
tylko
tę robotykę ciała
nie pozwalającą na jakiekolwiek wątpliwości
już po wszystkim gdy twarz mamy spłynęła z jej twarzy
a mnie ogarniał wstyd wygranego życia
rozjaśniałam nocami tamtą srebrną żyłę między nami
oplatając coraz to szczelniej celebrując wspólną granicę
czarny rozedrgany onyks
karmiony światłem i miłością
moja pierwsza komunia
transfuzja
i splątanie
pojawiłeś się nagły
odporny na grawitację
pod swoją skórę
przyjmowałeś każdą z moich tajemnic
wtedy
wydawało mi się, że miłość jest
misterium dzielenia
jest silniejsza
zmienia zwyczaje kamieni
namaszcza strukturę oddychania
tracę siłę w tej gorliwości
toną mi dłonie
Kurt Cobain shot himself in his house,
it was quite late
the moon unveiled bones of things heavy and bulging
she had unmercifully large disk
i don't remember, but directly after, radio started running Nirvana,
i bet
it was as like,
on the other hand, i remember
persistent
habit of embrocating a paint into leaf,
surface was undulating and bending like moulding
Earth's crust
the night went mad,
peculiar,
i thought, that he was dying on February or March
April already promised warm and good
- you are late, i thought
i was faster about two hours
she kissed my body two hours earlier
growing in my bloodstream at that time
this night was exceptionally translucent
like a crystal with locked moon,
during the day
trivias
divided muscles from mind
foot after foot
one two one two i thought
ten twenty thirty i counted
and these all
two hours before you
mechanical like music box
i don't remember pain, which attracted me to this glassy night
just
this robotics of body
not allowed to any hestitations
after all, when face of my mum had flowed down from her face
and a disgrace of won life had spread over my skin
this silver vein between us illuminated my nights
entwining more and more tight celebrating common border
black trembling onyx
feed with light and love
my first communion
transfusion
and confusion
after years
you appeared sudden
gravity-resistant
taking
under your skin
all of my secrets
then
love seemed to be
a mystery of sharing,
it is stronger
changing habits of stone
anointing the structure of breathing
i'm failing in this fervour
my palms are sinking
sobota, 16 listopada 2013
Zimny wiersz/ Cold poem
Jak dobrze dzisiaj spałam
o czym myślę
gdy budzę się środkiem nocy
z księżycem w żyłach
lśni
mieni się łuskami
plącze się w moich włosach nicią zimna
w czym kładę się do łóżka
zakładam ciepłą piżamę czy gładką taflę koronki
zimny zimny strumień pod moimi plecami
jakbym leżała na powierzchni lustra złączona mrozem
wydychając ciepłe jeszcze słowa
co robiłam przez tyle czasu
szron na języku
pióra śniegu
spadające krople księżyca zimno
zimno
zawsze jest dobrze
gdy nie mogę zasnąć rodzę się w innym miejscu
czuję się świetnie rozdaję promienie
wczoraj spotkałam przyjaciółkę i dziwnego człowieka
mam historię
można przeciąć powietrze jednym ciepłym haustem
tężeje, zgina się od ciężaru unoszącego się lodu
noszę w sobie anioła
oślepia mnie białym światłem
How well do i sleep today
what do i think about waking up
in the middle of the night
with moon in my veins
it shines
shimmering with scales,
entangling cold thread among my hair
do i dress warm pyjamas or glossy pane of lace going to bed
cold cold stream under my back
as like i lie on a surface of
looking-glass
merged with frost
exhaling still warm words
what i have done for so long time
hoar on my tongue
snow feathers
falling moondrops cold
cold
always is well
when i cannot asleep i am arising
in another place
i feel fine handing out rays
yesterday
i met my friend and one odd man
i have a story
there is possible to cut the air with one warm draught
it's congealing, bending under the burden of ascending ice
i carry inside of self an angel
blinds me with his white light
o czym myślę
gdy budzę się środkiem nocy
z księżycem w żyłach
lśni
mieni się łuskami
plącze się w moich włosach nicią zimna
w czym kładę się do łóżka
zakładam ciepłą piżamę czy gładką taflę koronki
zimny zimny strumień pod moimi plecami
jakbym leżała na powierzchni lustra złączona mrozem
wydychając ciepłe jeszcze słowa
co robiłam przez tyle czasu
szron na języku
pióra śniegu
spadające krople księżyca zimno
zimno
zawsze jest dobrze
gdy nie mogę zasnąć rodzę się w innym miejscu
czuję się świetnie rozdaję promienie
wczoraj spotkałam przyjaciółkę i dziwnego człowieka
mam historię
można przeciąć powietrze jednym ciepłym haustem
tężeje, zgina się od ciężaru unoszącego się lodu
noszę w sobie anioła
oślepia mnie białym światłem
How well do i sleep today
what do i think about waking up
in the middle of the night
with moon in my veins
it shines
shimmering with scales,
entangling cold thread among my hair
do i dress warm pyjamas or glossy pane of lace going to bed
cold cold stream under my back
as like i lie on a surface of
looking-glass
merged with frost
exhaling still warm words
what i have done for so long time
hoar on my tongue
snow feathers
falling moondrops cold
cold
always is well
when i cannot asleep i am arising
in another place
i feel fine handing out rays
yesterday
i met my friend and one odd man
i have a story
there is possible to cut the air with one warm draught
it's congealing, bending under the burden of ascending ice
i carry inside of self an angel
blinds me with his white light
Subskrybuj:
Posty (Atom)






